WiĘZienia w literaturze polskiej
- Grafoman znad Narwi
Człowiek mojem zdaniem czuje strach i odrazę do więzienia, zanim je poznaje; trzeba go więc straszyć więzieniem jak najdłużej.
Urodził się w 1897 roku w małym nadnarwiańskim miasteczku Wizna jako Icek Boruch Farbarowicz (lub Farberowicz), do historii literatury przeszedł jako Urke Nachalnik. Dzieciństwo i młodość spędził w Nowogrodzie i nieodległej Łomży. Jego ojciec był religijnym żydowskim młynarzem, matka prowadziła sklep z mąką, ojciec był osobą stateczną, bardzo majętną, o wysokiej pozycji w miejscu zamieszkania. Wspominając swoją rodzinę Nachalnik ubarwia rzeczywistość, pisząc, że pochodzi z rodziny inteligenckiej. Matka małemu Ickowi wymarzył karierę rabina. Jako pięcioletniego chłopca wysłano go do chederu, a po ukończeniu 13 roku życia wysłano go do jesziwy do Łomży, szkoły przygotowującej Żydów do aktywności religijnej.
Icek bardzo przeżył rozstanie z rodziną, a nauka świętych ksiąg zupełnie go nie ciekawiła. Między ich karty wkłada tanie powieści łotrzykowskie i sensacyjne, na ich lekturze buduje sobie swoją wizję świata. W Łomży zaczyna się romans z o wiele starszą kobietą, właścicielką stancji na której mieszkał młodzieniec. Niecne sprawki wyszły jednak szybko na jaw i rodzice postanowili wysłać go do słynnego jesziwotu w Bychowie nad Dnieprem. Lecz od tej chwili życie Izaaka na stałe związało się nie z Talmudem, a urokami życia łazika i hulaki. Miast studiować uczone księgi poznaje tajniki złodziejskiego fachu, a zamiast rabinami i cadykami otacza się szemranym towarzystwem i kobietami lekkich obyczajów.
Szybko porzuca naukę w bychowskim jeszywocie i wraca do domu rodzinnego. Kiedy ojciec wysyła go po odbiór długu korzysta z okazji i z 82 rublami w kieszeni wyrywa się z rodzinnego domu, w którym czuł się skrępowany i nierozumiany. Nie czuł więzi z ojcem – człowiekiem o surowych zasadach, kierującym się głównie osiągnięciem jak największych zysków w interesach. Ze skradzionymi pieniądzmi wyjeżdża do Wilna, gdzie trafia na oszustów podstępem pozbawiających go wszystkich pieniędzy. Zdesperowany trafia do Wileńskej synagogi, gdzie uzyskuje pomoc od miejscowego szamesa – propozycję prowadzenia korepetycji w prowincjonalnym majątku. Wkrótce zostaje pojmany i trafia do nieistniejącego obecnie łomżyńskiego „czerwoniaka”.
Trzeba pamiętać o tem, że każdy skazaniec pochodzi z tego społeczeństwa, które może bezwiednie przyczyniło się do tego, by skazaniec został tem, za co go napiętnowano.
Pierwszy pobyt w więzieniu, który był szokiem dla młodego rabusia zakończył się bardzo szybko dzięki znajomościom jego ojca, który doprowadził do zwolnienia młodzieńca. Icek wrócił do rodzinnej miejscowości. Jak pisze we wspomnieniach spotkał się tam z ostracyzmem i naznaczeniem. Czuł się jak obcy, wytykany na ulicy palcami, obmawiany za plecami, jak niechciany element społeczeństwa. Taka atmosfera doprowadziła do tego, że znienawidził społeczność miasteczka, stracił zupełnie poczucie więzi z rodzicami i rodzeństwem, a jego myśli zdominowały plany ucieczki, do której potrzebne mu były pieniądze. Ojciec przyłapał go na próbie kradzieży bardzo dużej pieniędzy co spowodowało dalsze pogorszenie stosunków rodzinnych.
W 1914 roku na skutek narady rodzinnej umyślono umieścić niepoprawnego młodzieńca w zakładzie piekarskim stryja, gdzie ciężka praca oduczyć go miała sięgania po cudze. Porywczy charakter doprowadził jednak do tego, że porzucił ta pracę i najął sie na pomocnika dorożkarza. Był to jeden z licznych w jego życiu momentów przełomowych, poznał świat przestępczy i wielokrotnie pomagał uciekać dorożką z miejsca przestępstwa. Kolejny pobyt w więzieniu zaowocował umocnieniem jego pozycji w świecie przestępczym, nawiązaniem nowych znajomości i pogodzeniem się z przypisana mu rolą rabusia. Jego przestępcze przygody przerwał wybuch I wojny światowej i kolejny powrót do domu ojca. W niedługim czasie Łomżę zajęli Niemcy i pierwsza wpadka Nachalnika skończyła się surowym wyrokiem okupacyjnego sądu – 10 lat więzienia.
Więzienie to narkotyk, którego przestępca pochłania coraz to większą dozę. Zczasem narkotyk ten przestaje zupełnie działać i największa doza nawet już nie pomaga.
Od tej pory życie naszego bohatera toczyło się od wyroku – do wyroku, od kradzieży – do kolejnego przestępstwa. W swoich wspomnieniach Nachalnik napisze potem o ucieczkach, o wielkim mirze jakim cieszył się wśród innych skazanych. W więzieniu przyjmuje pseudonim Urke Nachalnik. Imię oznaczać miało złodzieja cieszącego się poważanie, zdolnego, można powiedzieć – profesjonalisty. Tymczasem inny znawca międzywojennego półświatka Sergiusz Piasecki pisze o tym, że urke oznaczało, złodziej lichego, takiego co „kradnie na śmietnikach, a dozorca klapą od śmietnika go nakrywa”. We wspomnieniach Nachalnika trudno oddzielić prawdę od rzeczywistości, fikcja miesza się z prawdą, blaga z faktami. Jego dzieła rozpadają się w zauważalny sposób na dwie, nierówne pod względem literackim części. Jego refleksje i wspomnienia z domu rodzinnego napisane są barwnie i przekonywująco, opisy złodziejskich wyczynów momentami zahaczają o grafomanię. Trudno odmówić jednak twórczości Nachalnika wartości. Jego pierwsza powieść „Życiorys własny przestępcy” to w pierwszej części kapitalny obraz przejścia od jesziwy do więzienia. Świetne wspomnienia, przeplatane własnymi gorzkimi refleksami autora, który nie wybiela żadnej ze stron. Wartościowe jest to, że autor często stawia sobie pytanie, dlaczego poszedł tą, a nie inną drogą życiową, usiłuje znaleźć odpowiedź na pytanie kto zawinił. Wydaje się, że winę stara się rozdzielać równomiernie – między społeczeństwem a samym skazańcem. Winę społeczeństwa Nachalnik znajduje w tendencji do łatwego stygmatyzowania ludzi, którzy mieli problemy z prawem, łatwego przypisywania ról w oparciu o przeszłość. Z kolei przestępcy to ludzie, którzy łatwo poddają się swoim popędom, nie starają się podjąć wysiłku dla przełamania społecznej stygmatyzacji. Część winy spada oczywiście na nas, na strażników więziennych, wśród których autor spotyka jedynie służbistów, zajętych wypełnianiem swoich ról, mało zajmujących się jednostka. Wydaje się, że uwagi autora pozostają aktualne do dzisiaj. Nadal społeczeństwo łatwo szufladkuje skazanych, skazani liczą, że bez własnego wysiłku zostaną w więzieniu zmienieni, a straż więzienna zajmuje się wypełnianiem tabelek i papierów, zza sterty których nie widać człowieka.
Tylko ten może nie powrócic po raz drugi (do więzienia), którym zaopiekuje się po opuszczeniu więzienia mądra, wyrozumiała i silna ręka.
Icek Boruch Farbarowicz okazał się być marnym przestępcą. Nie dorobił się żadnego majątku na swej przestępczej działalności, nie zdobył rozgłosu jako zręczny złodziej, a jego życie toczyło się głównie w celach więziennych Rawicza, Łomży, Mokotowa. Poznał więzienia rosyjskie, niemieckie i polskie, przeminęła w więzieniach młodość, a na wolności nie miał już prawi nikogo. Więzienna monotonia zaczęła mu mocno doskwierać. W łomżyńskim „Czerwoniaku” rodza się pierwsze wiersze, w murach Mokotowa działa w gazetce więziennej. Potem dopisało mu szczęście – trafił na ciekawy okres w więziennictwie polskim – penitencjarzyści poszukiwali nowych sposobów na dotarcie do dusz więźniów – na zmianę ich serc i umysłów. Na swej więziennej drodze Nachalnik napotkał Napotkał Stanisława Kowalskiego, który przyjął patronat nad twórczością trzydziestoletniego Nachalnika. Z wywiadów i rozmów narodził się „Życiorys własny przestępcy” - autobiografia, która autorowi przyniosła umiarkowaną sławę i jeszcze bardziej umiarkowane pieniądze.
Nie wrócił już jednak Nachalnik do więzienia, z różnym powodzeniem kontynuował karierę pisarza. Wydał kilka zbiorów opowiadań, podobnych do tych jakie chował w okładkach świętych ksiąg w małomiasteczkowej jesziwie, powieść „Żywe grobowce” - współpracował przy realizacji kilku sztuk teatralnych. Podobno jakieś pieniądze przynosiły mu prace wydane za oceanem.
W latach trzydziestych ubiegłego wieku marny złodziej, słaby pisarz osiedla się w Otwocku, żeni się, jego sytuacja stabilizuje a on sam cieszy się szacunkiem sąsiadów. Niestety stabilizacja trwa krótko. Nachalnik ginie w pierwszych dniach wojny w niejasnych do dzisiaj okolicznościach. Pierwsza z wersji głosi, że w podotwockich lasach potwornie skatowany sam kopie sobie grób nad który zostaje zabity przez faszystów, druga, że ginie wynosząc święte zwoje tory z płonącej otwockiej synagogi. Byłoby to piękne dopełnienie jego barwnego i bogatego życia – od chederu, poprzez mroczne cele międzywojennych więzień do wyciszenia i śmierci w akcie wielkiego poświęcenia.
Tekst dodany wytłuszczonym drukiem pochodzi z książki Urke Nachalnika „Żywe grobowce”, Warszawa, Towarzystwo Wydawnicze Rój 1934
AC
Jeżeli zauważyłeś na tej stronie coś co narusza czyjeś prawa autorskie, lub czyjeś dobre imię - napisz do nas. Nie ingerowaliśmy w treść i formę czsopism tu prezentowanych. Stronę utworzono wykorzystując bezpłatny szablon - z zachowaniem informacji o autorze i dystrybutorze.


